Podróże

Chiang Mai, czyli w stolicy Królestwa Miliona Pól Ryżowych. Część 1

Największe miasto północnej Tajlandii, w jego granicach administracyjnych 40 buddyjskich watów, setki dookoła. Doskonała baza wypadowa dla kochających przyrodę i trekking… Założone przez króla, którego szlag jasny trafił. I to dosłownie (tak, uderzył w niego piorun właśnie w Chiang Mai)… Co nas zachwyciło? Co nas rozczarowało? Na co zabrakło czasu? O tym przeczytacie niżej.

Zanim zacznę tutaj opisywać, co zobaczyliśmy, chciałabym uciec się do małego wytłumaczenia: w dwa dni nie da się tu zobaczyć wszystkiego. To znaczy może i się da, ale przyjemności z tego zbyt wielkiej by nie było. Jak już pisałam wcześniej, do Polski będziemy wracać właśnie z Chiang Mai, zostawiliśmy sobie zatem co najmniej jedną świątynię „na deser”.

Atrakcji w Chiang Mai jest ogrom. 40 watów to całkiem sporo jak na jedno miasto. Do tego każda, ale to każda świątynia jest na swój sposób ważna i wyjątkowa – do tego stopnia, że w 2015 roku Tajlandia umieściła miasto i jego krajobraz kulturowy na liście informacyjnej UNESCO. Oznacza to, że kraj rozważa, czy  zgłosić je na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Nazwa Chiang Mai w tłumaczeniu na język polski oznacza „nowe miasto”. Założone zostało pod koniec XIII stulecia jako nowa stolica królestwa Lanna (czyli po polsku „miliona pól ryżowych”). W średniowieczu dzisiejsza Tajlandia politycznie przypominała współczesną jej naszą kochaną europejską Hiszpanię czy Włochy – to, co dziś tworzy jeden organizm państwowy, w wiekach średnich składało się z wielu królestw i księstw, które to popadały ze sobą w konflikty, to znowu zakładały owocne sojusze. Mangrai, władca ziem znajdujących się na terenie dzisiejszej północnej Tajlandii, jednocząc tajskie plemiona oraz zawierając skuteczne sojusze, obronił swoje królestwo przed naporem Mongołów. Tym samym stworzył liczący 300 lat doskonały organizm państwowy. O tej wielkości i doskonałości świadczy dziś to, co możemy zobaczyć w dawnych stolicach Lanny, Chiang Rai i Chiang Mai.

Chiang Mai otoczone było w przeszłości murami miejskimi, czyniącymi z niego coś na kształt fortecy. Pozostałości murów można oglądać do dziś. Nam udało się obejrzeć dwie bramy miejskie i jeden nieokreślony fragment, o którym słowa w naszym przewodniku nie znalazłam…


Po przekroczeniu bram miasta naszym pierwszym celem był Wat (czyli kompleks świątyń) Phra Singh. Jego początki sięgają XIV wieku, czyli okresu świetności Królestwa Lanna. Można tu zobaczyć posągi Buddy ze złota i miedzi oraz malowidła naścienne oraz starożytne manuskrypty. Wat jest celem pielgrzymek. Wstęp do niego jest darmowy. Opis tego miejsca w moim wykonaniu rekomendacją nie jest. Żaden nie będzie. Niech zdjęcie mówi za siebie.

Drugim kompleksem świątynnym, który zrobił na nas ogromne wrażenie, był Wat Chedi Luang. Tutaj za wstęp trzeba było zapłacić, ale… nie dość, że symboliczne 40 batów, to jeszcze naprawdę było warto. Wat powstał w XV wieku, pierwotnie to tu znajdował się posąg Szmaragdowego Buddy, który dziś możemy oglądać w Bangkoku. Prawdopodobnie na terenie kompleksu znajdowała się największa budowla Chiang Mai, ogromna stupa z charakterystycznymi posągami słoni. Dziś jej czubek wyraźnie nadgryziony jest przez ząb czasu… Prawdopodobnie uległ zniszczeniu w trakcie ataku Birmańczyków pod koniec XVIII wieku lub po prostu w wyniku trzęsienia ziemi. Na terenie kompleksu w małej kaplicy znajduje się również filar miasta wzniesiony przez króla Magraia (założyciela miasta), mogą oglądać go jedynie mężczyźni… Jeśli podczas zwiedzania upał da się Wam we znaki, warto zajrzeć do kawiarni znajdującej się na terenie Chedi Luang – tak dobrego mrożonego karmelowego latte nie piłam dawno. A schłodzić się w klimatyzowanym pomieszczeniu warto, by móc podziwiać ogrom niezwykłych budowli, jakie się tu znajdują.

Poza tym, co powyżej, podczas naszego „krótkiego” rekonesansu po Chiang Mai trafiliśmy do dwóch  innych watów: najpierw do Watu Suan Dok z XIV wieku, potem do Watu Phuak Hong, z nietypową dla tej części Tajlandii, bo okrągłą, stupą.

Wat Suan Dok

Wat Phuak Hong

Comments

comments